Jerzy Kanclerz: W każdej rywalizacji lubię być najlepszy, walka dodaje mi energii

mikrofonAwans Abramczyk Polonii Bydgoszcz do PGE Ekstraligi zakończył 13 lat oczekiwania i kilka sezonów bolesnych rozczarowań. Po decydującym meczu emocje w Bydgoszczy sięgnęły zenitu. Jerzy Kanclerz w rozmowie opowiada o nerwach związanych z pogodą, wzruszeniu po przypieczętowaniu awansu i krytyce, która towarzyszyła klubowi w ostatnich latach.


Co pan poczuł po 11. wyścigu, gdy Szymon Woźniak dowiózł „trójkę” na wagę awansu?

Najpierw ulgę. Odetchnąłem, bo było trochę nerwów. Baliśmy się o pogodę. W play off trzeba odjechać dwanaście wyścigów, a spodziewaliśmy się deszczu. Biegałem więc z miejsca na miejsce, by pospieszać wszystkich, żebyśmy zdążyli. Sportowo już początek meczu był super, ale w sporcie ta niepewność zawsze jest. Z radością czekaliśmy więc na ten moment, aż wszystko będzie już pewne. Potem oczywiście przyszła euforia. Tak długo na to czekaliśmy, teraz wreszcie możemy się cieszyć.

Pojawiło się chyba też lekkie wzruszenie?

Oj tak. Chociaż jestem człowiekiem, który raczej okazuje mało emocji na zewnątrz. Bardziej to widać było po moich synach czy Jacku Woźniaku. Ja wewnętrznie byłem w siódmym niebie, ale emocje trzymałem jeszcze trochę na wodzy. Ta łezka w oku pojawiła się, gdy na gorąco przemawiałem do kibiców. Było to bardzo spontaniczne, mówione prosto z serca. Przeżywaliśmy to wszystko razem, te porażki w poprzednich latach i te zwycięstwa w tym sezonie.

Przez te ostatnie lata mierzyliście się też w krytyką, nawet kpinami. Wkurzały was teksty o słynnych namiotach z finału z ROW?

Bardziej moich synów niż mnie. Oni się denerwowali, czasem pokazywali mi jakieś komentarze, wpisy. Bolało ich to, bo wiedzieli, ile pracy wkładaliśmy w to wszystko. Ja z kolei jestem już za bardzo doświadczony życiowo, żeby brać to do siebie. Wychodzę z założenia: „niech sobie gadają, ja robię swoje”. Takie rzeczy wyzwalają we mnie jedynie chęć walki. W każdej rywalizacji lubię być najlepszy, walka dodaje mi energii. Pracowałem więc dalej i cierpliwie czekałem... I postawiliśmy na swoim. Namioty się przydały.

O tej cierpliwości, pracy, ale też ogromnym zaufaniu od prezesa mówili po finale zawodnicy. To miłe usłyszeć coś takiego? 

Oczywiście. Cieszę się, że tak dobrze nam się współpracowało. Zawsze starałem się przede wszystkim wspierać zawodników, bo w taki sposób działam. Choć lubię też grać w otwarte karty. Przed tym sezonem, na zgrupowaniu w Żninie, powiedziałem drużynie, że jeśli chcą Jerzego Kanclerza na stanowisku prezesa, muszą awansować. Gdyby w tym roku się nie udało, pewnie bym zrezygnował. Bo kolejna porażka, z taką mocną drużyną, oznaczałaby, że czegoś po prostu nie wiem, nie potrafię. Jednocześnie byłem dla nich zawsze dostępny, stworzyłem im takie warunki pracy, by mogli skupić się wyłącznie na sporcie i swoich zadaniach.

Kilka dni świętowania i do pracy?

Oj nie, odpoczynku nie będzie. Już żyjemy tym co czeka nas w środę. Jedziemy do Gorzowa na ostatnią rundę Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów i chcemy tam powalczyć o złoto. Wybieramy się już w pełnym składzie i liczymy na odbicie pozycji lidera. Potem czeka mnie kilka wyjazdów: na Grand Prix do Torunia w sobotę, w niedzielę na baraż do Poznania, potem jeszcze Pardubice. W przerwach jednak będziemy pracować, bo nie ma czasu do stracenia. Do końca października chciałbym już znać budżet na przyszły rok, by wiedzieć co i jak.

Kiedy, już oficjalnie, poznamy skład drużyny na sezon 2027?

Na to jeszcze chwilę trzeba poczekać, ale może na początku kolejnego miesiąca odkryjemy pierwsze karty. Choć kibice, którzy na co dzień interesują się żużlem i Polonią, na pewno już co nieco wiedzą.

Jak trudno negocjuje się z zawodnikami, gdy awans jeszcze nie jest pewny?

Bardzo trudno. Można mieć dobrą drużynę i być faworytem, ale dopóki awansu się nie przypieczętuje, pozostaje jakiś procent niepewności. Mamy jednak to szczęście, że przez ostatnie lata wyrobiliśmy sobie naprawdę dobrą opinię wśród zawodników. Wszyscy wiedzą, że Jerzy Kanclerz dotrzymuje słowa, że jak jest faktura, to jest wypłata i nie trzeba się zastanawiać, kiedy będzie pensja. To się rozchodzi pocztą pantoflową, więc wielu zawodników zgłaszało się do nas. Beniaminkowi jest oczywiście trudniej, bo część żużlowców ma długoterminowe kontrakty, ale jestem przekonany, że w lidze nie będziemy chłopcami do bicia. Nie będziemy opowiadać bajek o medalach w przyszłym roku, ale wierzę się utrzymamy się w elicie na dłużej.

Co z trenerem, ze sponsorem drużyny?

Mogę już ogłosić, że Dariusz Śledź z nami zostaje. Dogadamy tylko jeszcze szczegóły finansowe. Zostaje również nasz sponsor tytularny - drużyna ligowa pojedzie jako Abramczyk Polonia Bydgoszcz. Z kolei młodzieżowcy będą ścigać się pod nazwą Grupa Moderator Polonia Bydgoszcz.

źródło: pomorska.pl

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!